Napięcie na wschodniej flance NATO ponownie wzrosło. Polskie myśliwce MiG-29 przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20, który – jak poinformowało w środę rano Operacyjne Dowództwo Rodzajów Sił Zbrojnych RP – wykonywał lot nad Morzem Bałtyckim bez zgłoszonego planu i z wyłączonym transponderem. Według polskiego komunikatu, maszyna została wizualnie zidentyfikowana i eskortowana poza obszar odpowiedzialności. O zdarzeniu informują polskie media online Noweinformacje.pl, powołując się na niemiecki magazyn Der Spiegel.
Dowództwo podkreśliło, że rosyjski samolot nie naruszył polskiej przestrzeni powietrznej, jednak sam fakt zbliżenia do strefy identyfikacyjnej obrony powietrznej (ADIZ) został uznany za „potencjalne zagrożenie wymagające reakcji”. „Polskie siły powietrzne pozostają w ciągłej gotowości do obrony suwerenności naszego nieba” – zaznaczono w komunikacie na platformie X.
Rosyjskie loty zwiadowcze coraz częstsze
Zdarzenie to nie jest odosobnione. W ostatnich tygodniach państwa bałtyckie kilkakrotnie raportowały podobne przypadki. Zaledwie kilka dni wcześniej Litwa poinformowała o krótkotrwałym naruszeniu przestrzeni powietrznej przez dwa rosyjskie samoloty wojskowe w pobliżu granicy z obwodem kaliningradzkim. Moskwa zaprzeczyła oskarżeniom, nazywając je „nieporozumieniem technicznym”.
Eksperci ds. bezpieczeństwa oceniają, że podobne incydenty mają charakter testujący – Kreml sonduje reakcje NATO i sprawdza czas reakcji systemów obronnych w regionie. „To forma demonstracji siły, ale także rutynowy element rosyjskich misji zwiadowczych” – mówi dr Piotr Żurawski z Warszawskiego Instytutu Strategii Obronnych.
Wzmożona czujność NATO
Po serii takich wydarzeń Sojusz Północnoatlantycki zwiększył liczbę myśliwców w ramach misji „Air Policing” na wschodniej flance. W bazach w Malborku i Šiauliai stacjonują dodatkowe kontyngenty z Niemiec, Holandii i Hiszpanii. Celem jest wzmocnienie monitoringu przestrzeni powietrznej i utrzymanie ciągłej obecności sojuszniczej w regionie Bałtyku.
Przypomnijmy, że najpoważniejszy incydent miał miejsce w nocy z 9 na 10 września, kiedy w polską przestrzeń wleciały rosyjskie drony kamikadze. Część z nich została zestrzelona przez samoloty NATO.
Polska między ostrożnością a determinacją
Warszawa oficjalnie stara się tonować emocje, podkreślając, że żaden z incydentów nie doprowadził do naruszenia granicy. Jednocześnie polski rząd i sztab generalny utrzymują wysoki poziom gotowości bojowej. „Nie możemy pozwolić, aby podobne działania stały się nową normą” – komentował w radiu RMF FM gen. Tomasz Kozłowski, były dowódca polskiego kontyngentu w Afganistanie.
Z perspektywy ekspertów NATO to kolejny sygnał, że Rosja chce utrzymać presję psychologiczną na państwa regionu, nie przekraczając jednak linii, która mogłaby wywołać bezpośrednią konfrontację.
Szerszy kontekst: Bałtyk jako scena napięć
Morze Bałtyckie od początku wojny w Ukrainie pozostaje jednym z najbardziej narażonych obszarów Europy. Rosyjskie samoloty zwiadowcze regularnie patrolują strefy przygraniczne, a statki NATO prowadzą tam ćwiczenia morskie. Równocześnie Szwecja i Finlandia, po wstąpieniu do Sojuszu, wniosły do regionu dodatkowy potencjał obronny.
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami z Polski i ze świata: codziennie czytaj przydatne i aktualne informacje, takie jak ta: Czy Trump naprawdę kupi Grenlandię? Dania bije na alarm w sprawie nowych planów USA
© Marina Lystseva / AP

