Była to zaplanowana, krótka wizyta z okazji piątej rocznicy Rewolucji Róż, która doprowadziła do ustąpienia Eduarda Szewardnadze i przejęcia władzy przez prozachodniego Micheila Saakaszwilego. 23 listopada 2008 r. samolot z ówczesnym prezydentem RP, Lechem Kaczyńskim, na pokładzie wylądował w Tbilisi po godzinie 16:00, a powrót zaplanowano jeszcze tego samego dnia. Kaczyński miał pierwotnie zjeść obiad z Saakaszwilim, jednak po dotarciu do Pałacu Prezydenckiego, zamiast wysiąść z limuzyny, dołączył do niego gruziński odpowiednik. Saakaszwili zaproponował niespodziewaną podróż w rejon przygraniczny z separatystyczną republiką Osetii Południowej. Prezydent Kaczyński zgodził się, aby na własne oczy zobaczyć, czy wojska rosyjskie stacjonują w miejscach, które nie były objęte sześciopunktowym planem pokojowym wynegocjowanym przez Francję i Rosję. Konwój, w towarzystwie busa z polskimi dziennikarzami, ruszył w stronę miejscowości Alkhgori, donosi Noweinformacje.pl z powołaniem się na onet.

Kierowca wiozący polskich reporterów podjął brawurową próbę wyprzedzenia konwoju, aby umożliwić operatorom kamer nagranie momentu pojawienia się głów państw na miejscu. Manewr zakończył się sukcesem. Kaczyński i Saakaszwili opuścili limuzynę i w asyście gruzińskich służb ruszyli w kierunku znajdującego się tam posterunku. Nagle w pobliżu kolumny prezydenckiej rozległa się seria strzałów. Mimo zagrożenia, ochrona nie powaliła prezydentów na ziemię, lecz jedynie zacieśniła krąg wokół nich. Członkowie gruzińskiej delegacji byli zszokowani. Relacje informatorów TVN24 wskazywały, że o nagłej zmianie planów i „wycieczce” w pobliże posterunku rosyjskiego wiedział wyłącznie prezydent Saakaszwili i jego ochrona. Operatorzy starali się zarejestrować całe zdarzenie, a na krzyki przerażonych dziennikarek: „Gaś! Gaś! Strzelają!”, jeden z nich wyłączył lampę.

Po kilku minutach, gdy sytuacja się uspokoiła, kolumna prezydencka zmieniła kurs i udała się do pobliskiej wioski Metehi. Tam Kaczyński rozmawiał z mediami. „Zachowałem zimną krew, choć sytuacja wyglądała na dość groźną,” skomentował. Wkrótce za jego plecami pojawił się Saakaszwili i zwrócił się do dziennikarzy: „Macie bardzo odważnego prezydenta.” Prezydent Gruzji bagatelizował incydent, zaznaczając, że miejscowa ludność codziennie doświadcza podobnych sytuacji. Kaczyński relacjonował później, że najpierw obserwował sytuację, a następnie podszedł do Saakaszwilego, po czym „poszliśmy wolnym krokiem i zmieniliśmy samochody.” Dodał, że nie sądził, by było realne zagrożenie, a z powodu ciemności nie potrafił ocenić, czy strzały padły „w ziemię, powietrze, czy do kogoś”. Kierowca polskich dziennikarzy był przekonany, że za ostrzałem stali Rosjanie, którzy – pomimo ustaleń – wciąż zajmowali punkty kontrolne na granicy.

W grudniu 2008 r. wszczęto śledztwo w sprawie ostrzelania konwoju, badając ewentualne nieprawidłowości w ochronie prezydenta RP przez Biuro Ochrony Rządu (BOR) oraz niedopełnienie obowiązków przez pracowników Kancelarii Prezydenta i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którzy nie poinformowali BOR o dodatkowym punkcie wizyty. Ostatecznie jednak we wrześniu 2013 r. prokuratura stołeczna umorzyła śledztwo. Ówczesny rzecznik prokuratury, Dariusz Ślepokura, uzasadnił decyzję „brakiem danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu”.

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami z Polski i ze świata: codziennie czytaj przydatne i aktualne informacje, takie jak ta: Prezydent Nawrocki o planie pokojowym: "Cena za pokój to nie osiągnięcie celów przez agresora"

Udostępnij to: