W Rosji zaostrza się wewnętrzna walka o wpływy i zasoby finansowe, która coraz częściej uderza nie tylko w przeciwników politycznych, ale także w dotychczasowych, lojalnych stronników Władimira Putina. Ostatnią ofiarą tej politycznej rozgrywki jest rosyjska propagandystka pochodzenia ukraińskiego Tatiana Montian, którą w zeszłym tygodniu władze uznały za „terrorystkę i ekstremistkę”. Jest to klasyfikacja, którą Kreml dotychczas stosował głównie wobec swoich najbardziej zagorzałych wrogów, takich jak współpracownicy nieżyjącego lidera opozycji Aleksieja Nawalnego, donosi Noweinformacje.pl powołując się na brytyjski dziennik TVN24.
Urodzona na Krymie Montian, która w państwowej telewizji RT wyrażała ubolewanie, że pełnoskalowa inwazja na Ukrainę nie nastąpiła wcześniej, jest najświeższym przykładem politycznej czystki. The Guardian zauważa, że te walki frakcyjne wewnątrz Rosji już regularnie dotykają nie tylko tradycyjnych przeciwników dyktatora, ale również jego żarliwych zwolenników. Wcześniej, w bieżącym roku, dwóch innych wpływowych propagandystów Putina – analityk polityczny Siergiej Markow oraz prowojenny bloger Roman Aliochin – zostało uznanych za „zagranicznych agentów”. Markow przez lata chwalił Putina w zagranicznych mediach, nazywając go jedną z wielkich postaci w historii świata, natomiast Aliochin wykorzystywał swoje zasięgi do zbierania funduszy na potrzeby rosyjskich żołnierzy walczących w Ukrainie.
Każdy z wymienionych „lojalistów” wypadł z łask Kremla z określonego powodu. Markow utrzymywał bliskie kontakty z elitami politycznymi w Azerbejdżanie, a stosunki Moskwy z Baku uległy ostatnio znacznemu ochłodzeniu. Z kolei Aliochin i Montian są oskarżani o sprzeniewierzenie środków zebranych z przeznaczeniem dla rosyjskiej armii. Jak podkreśla The Guardian, prawdziwą przyczyną jest głęboka rywalizacja pomiędzy frakcjami wewnątrz reżimu.
Politolożka Ekaterina Szulman, cytowana przez dziennik, wskazała na dwa główne obozy walczące o wpływy: „lojalistów”, składających się z osób od dawna związanych z Kremlem i Ministerstwem Obrony, oraz „militarystów”, czyli oddolny ruch ultranacjonalistycznych aktywistów i blogerów prowojennych, znanych jako „Z-blogerzy”. Ci drudzy mają tendencję do otwartej krytyki sposobu prowadzenia wojny, a ich względna niezależność od struktur państwowych sprowokowała władze do wspierania wymierzonych w nich ataków. Szulman stwierdziła, że „autokracje obawiają się wszelkiego rodzaju mobilizacji obywatelskiej. Każdy autentyczny ruch, w tym prowojenny, jest postrzegany jako destabilizujący i potencjalnie niebezpieczny”. Kreml podejmował już wcześniej działania mające na celu zapobieżenie wymknięciu się ruchu prowojennego spod kontroli, na przykład poprzez uwięzienie w ubiegłym roku popularnego prawicowego komentatora Igora Girkina.
Istnieje też drugi, bardziej prozaiczny powód tej rywalizacji. Rosyjski badacz i pisarz Iwan Filipow, specjalizujący się w ruchu prowojennym, twierdzi, że „w gruncie rzeczy, ich konflikt jest walką o fundusze”. Opisał on, jak wpływowy propagandysta telewizyjny Władimir Sołowjow, będący jedną z twarzy obozu „lojalistów”, stanął na czele działań mających na celu wyeliminowanie blogerów i wolontariuszy wspierających wojnę. Sołowjow był podobno niezadowolony z faktu, że wielu z tych aktywistów zebrało więcej pieniędzy dla rosyjskiej armii w Ukrainie niż jego własna, państwowa organizacja charytatywna. Filipow dodał, że „zabawne jest obserwowanie, jak ci, którzy milczeli, gdy więziono liberałów, nagle odkrywają, że sprawiedliwość w Rosji jest wybiórcza i że dosłownie każdego można wrzucić do więzienia bez powodu”.
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami z Polski i ze świata: codziennie czytaj przydatne i aktualne informacje, takie jak ta: Zohran Mamdani triumfuje w wyborach na burmistrza Nowego Jorku.






